Sprawa Amandy Todd, która przez głupotę w sieci, popełniła samobójstwo

Sprawa przeszła w naszym kraju praktycznie bez echa, choć na całym świecie, w szczególności w Kanadzie, rodzinnym mieście dziewczyny, dużo o niej było różnych głosów. Pewnie jak to często bywa ta jak i wiele podobnych spraw przeszłaby w światowych mediach bez echa, gdyby nie to, że dziewczyna nagrała głośny film w pewnym sensie zwiastujący jej rychłą próbę samobójczą. Niby częste wybryki będących w jej wieku w tych czasach dziewczyn jak pokazywanie w sieci swojego nagiego ciała i „bawienie się” nim nie jest niczym nowym, jeśli poprzeglądać niektóre profile na portalach społecznościowych, jednak dręczenie nie jest tak częstym zjawiskiem, a skutek tego wszystkiego, czyli samobójstwo nastolatki, nadaje tej sprawie dodatkowych kontrowersji. Ale po kolei.

Jak wspomniałem, w Polsce sprawa ta była bardzo mało słyszalna, jednak w Kanadzie odbiła się głośnym echem wzburzając opinię publiczną. My o tej sprawie nic, a oni (zagraniczne media) o sprawie Madzi z Sosnowca pisały czasem nawet więcej niż o niejednej sprawie z własnego ogródka. Amanda Michelle Todd zmieściła siódmego września na portalu Youtube materiał filmowy noszący nazwę „My story: Struggling, bullying, suicide and self harm”. Video to przedstawiało historię dziewczyny, pokazywanej przez nią w formie karteczek, bez żadnego podkładu muzycznego. Jej opowieść mówi, (ponieważ film do dziś znajduje się w sieci) o tym, jak będąc w wieku trzynastu lat weszła na video-chat chcąc poznać nowych ludzi. Ale jak to często bywa wśród młodych, posiadających małą wiedzę o świecie nastolatek, rozpoczęła swoją przygodę z internetem w zły sposób, mianowicie poprzez pokazywanie swoich nagich piersi, a nawet całkowicie się rozbierając i masturbując się do kamerki internetowej będąc na czacie z licznymi mężczyznami, którzy jak wiedzą doskonale użytkownicy między innymi popularnej czatruletki (ang. chatroulette) notorycznie prezentują tam swoje przyrodzenia również uprawiając samogwałt.

Tego jednak nie dowiemy się z filmiku dziewczyny, ani z ust jej bezkrytycznych obrońców zaznaczających jedynie jej niewinność, młody wiek i okrucieństwo internetu. Absolutnie nie kwestionując tragedii tej sytuacji, wielkiej szkody z tytułu śmierci tak młodej osoby, jednak należy widzieć dwie strony medalu, a mianowicie gdyby nie głupota młodych ludzi w dzisiejszych czasach robiących wiele głupich rzeczy (w tym wypadku obnoszących się w sieci atrakcyjnością swojego nagiego ciała by zaimponować innym, co zapewne wynika z braku odpowiedniej edukacji seksualnej i przestrogi przed ciemną stroną internetu), co rozpoczęło całą sprawę. Gdyby nie jej wybryki, a co gorsza pokazywanie przy nich swojej twarzy, nigdy by do żadnej tragedii nie doszło, ba, prawdopodobnie Amanda teraz byłaby wśród nas i jej życie niczym nie różniłoby się od życia wielu jej rówieśniczek. Niestety z własnej głupoty/błędu dającemu początek serii niefortunnych wydarzeń, wyniknęło jej samobójstwo, gdyż internet nie wybacza i jeśli raz umieściło się w nim jakiekolwiek dane, zdjęcia, czy filmiki, pozostają one w nim już na zawsze, choć na pierwszy rzut oka są niewidoczne.

Rok później od nagich sesji i zabaw z kamerką internetową, Amanda otrzymała przez facebooka wiadomość. Jak to sama określiła pisząc na karteczce na filmiku „From him… Don’t know how he knew me…”. No cóż, faktycznie jest to zadziwiające, bo przecież co z tego, jeżeli pokazywała przy tych filmikach swoją twarz. I tak stalker (kategoria osób, które prześladują lub nękają swoje ofiary) wcześniej zdobywszy wiele informacji na temat dziewczyny, zagroził, że jeżeli ta nie zrobi specjalnie dla niego prywatnego pokazu, to roześle po internecie jej zdjęcia zaznaczając, kim jest osoba na nich ukazana. Tym razem widząc, że rozpoczyna się coś wbrew jej woli, dziewczyna odmówiła (choć biorąc pod uwagę jej wcześniejsze wybryki i dalszy obrót spraw nie byłoby to być może takie złe rozwiązanie). W czasie przerwy bożonarodzeniowej do mieszkania Amandy przybyła policja, gdyż jak się okazało, jej zdjęcia zostały rozesłane do wszystkich jej znajomych. Skutkiem tego dziewczyna praktycznie zmuszona była zmienić szkołę i tak właśnie uczyniła. Po takich przeżyciach wydawałoby się, że dziewczyna przestanie prowokować gdyż w końcu zrozumie swój błąd. Jednak tak się nie stało. Zamiast usunąć się w cień, by przeczekać resztki skutków jej wybryków, ta zaczęła sięgać po alkohol w bardzo dużych ilościach, a nawet brać narkotyki, skutkiem czego była głęboka depresja, w jaką praktycznie sama się wprowadziła. Na domiar złego po roku stalker powrócił z podobnym żądaniem i groźbą wysłania kompromitujących nastolatkę zdjęć do wszystkich jej znajomych, co wobec braku zgody na prywatny pokaz uczynił. Nie pozostało nic innego Amandzie, jak ponownie zmienić szkołę. Tym razem szczęśliwie wszystko zaczęło powoli się układać.

Nowi znajomi ja zaakceptowali, a nawet jeden jej stary znajomy postanowił odnowić z nią kontakt, po czym przyznał, że jest w niej zakochany. Teoretycznie wszystko zaczęło być w porządku w szczególności w miłości, jednak chłopak, który wyznał jej miłość, okazał się być w związku z inną dziewczyną. Wobec ilości wcześniejszych traumatycznych wydarzeń Amandy, związek z chłopakiem mającym dziewczynę praktycznie skazany był na kolejne kłopoty, jednak ta uznała za nic zasady ostrożności, co skończyło się kolejną nieciekawą przygodą. Wściekła, zazdrosna sympatia chłopaka postanowiła uprzykrzyć skutecznie życie swojej konkurentce i dopadła razem z koleżankami swoją ofiarę, skompromitowała na oczach całej szkoły a na domiar złego jeszcze pobiła. W zasadzie nic dziwnego, jednak, choć trochę więcej ostrożności w tym przypadku najprawdopodobniej skutkowałoby brakiem dodatkowych kłopotów. Stary, dobry znajomy Amandy o dziwo nagle się od niej odwrócił i jak się okazało zależało mu wyłącznie na seksie. Kto wie, czy nie było to spowodowane ujrzeniem jej cielesnych uroków rozesłanych po internecie przez stalera, ale pamiętajmy, że mówimy tu o parze czternastolatków! Hormony hormonami, dojrzewanie płciowe swoją drogą, ale czy wszystko nie dzieje się zbyt wcześnie? Z drugiej strony widząc, co robią w naszym kraju niektórzy gimnazjaliści w podobnym wieku, można czasem odnieść wrażenie, że nawet takie rzeczy powoli stają się porządkiem dziennym u dzieci mających ten zakres lat. Na potwierdzenie tych słów i w ramach powrotu do sprawy czternastolatki z Kanady – chłopak rzekomo tak zakochany, wobec nieotrzymania pożądanych uniesień seksualnych dotkliwie pobił swoją niedoszłą dziewczynę, a warto przypomnieć, że było to kolejne pobicie na niej w krótkim odstępie czasu. Ta „kropla” przelała czarę. Amanda nie wytrzymała psychicznie i postanowiła zakończyć wszystkie swoje problemu odbierając sobie życie.

Próba samobójstwa poprzez wypicie wybielacza okazała się nieskuteczna a na dodatek pogorszyła stanowczo stan zdrowia nie tylko fizycznego (po wcześniejszych pobiciach), ale i już mocno poszarpanego psychicznego (chyba nie trzeba wyjaśniać czym). Jakby tego było mało, cała szkoła dowiedziała się o całym zajściu i rówieśnicy zamiast wspierać swoją koleżankę w takich chwili by nie podejmowała więcej prób samobójczych, ci… gorąco zaczęli ją do tego zachęcać w różnoraki sposób poprzez odtrącenie, szykanowanie, wyśmiewanie, a nawet poprzez bezpośrednie zwroty do swojej koleżanki sugerując… wypicie innej, „skuteczniejszej” marki wybielacza. Tego dziewczyna wytrzymać po prostu nie mogła, więc podjęła kolejną próbę pozbawienia siebie życia, poprzez przedawkowanie środków antydepresyjnych. Próba ta i kolejne również okazały się nieskuteczne a kochani i pomocni koledzy i koleżanki z klasy i szkoły pomagali Amandzie w wyborze śmierci w pośredni sposób, za każdym razem coraz mocniej dokuczając i podsuwając inne, lepsze metody samobójstwa, które tym razem miałyby zakończyć się sukcesem. Przerażające, jak okrutni potrafią być ludzie, a najstraszniejsze jest to, w jakim wieku dopuszczają się takich czynów. Na tym skończył się filmik ukazujący historię zapisaną na karteczkach, tylko zdjęcia pokaleczonych żyletką rąk poprzedzały jego koniec.

Ostatecznie, dziesiątego października roku 2012 , Amanda Michelle Todd popełniła samobójstwo. Internet płacze nad śmiercią nastolatki, na facebooku powstaje kilkadziesiąt fikcyjnych profili i grup, znajomi wspominają koleżankę, jako dobrą osobę, a nawet premier Kolumbii Brytyjskiej składa kondolencje rodzicom i wzywa kraj do dyskusji o cyber – nękaniu. Nie da się ukryć, straszna historia i ogromna tragedia i żal po tak młodej osobie. To, co przeżyła, musiało być straszne, jednak pamiętajmy, że gdyby nie onanizowała się przed kamerką internetową dla obcych facetów nigdy do czegoś takiego by nie doszło. Trudno, stało się, jednak nawet po nękaniu, jakiego doznała wszystko mogłoby się jeszcze ułożyć, gdyby nie to, że zaczęła pchać się w związek z zajętym chłopakiem po raz kolejny wzbudzając silne emocje. Wszystko spotęgowały używki w postaci alkoholu i narkotyków. Tego było już za wiele, jednak gdyby choć jednego z tych czynników nie było, być może Amanda żyłaby jeszcze długie lata. Fakt, była młoda i to może stanowić pewnego rodzaju usprawiedliwienie, jednak nie na tyle, by nie móc wyobrazić sobie konsekwencji swoich poczynań. Jak wielu starszych broni jej mówiąc, że była „młoda i głupia” to tego nie sposób kwestionować, ale o ile osoby w tym wieku są o wiele mniej odpowiedzialne od osób choć kilka lat starszych, to nie są one przecież bezmyślne. Osoba doświadczona przez popełnienie kilku błędów stara się, wyciągając wnioski, dalszych unikać by nie mieć kolejnych konsekwencji. Sztuki nauki na własnych błędach zabrakło Kanadyjce i ostatecznie skończyła w tak tragiczny sposób.

Absolutnie nie umniejszając winy kolegów i koleżanek Amandy (o ile po świństwach, jakie jej robili można określić ich jeszcze takim mianem), to o ile faktycznie wielu z nas pospieszyłoby z pomocą zniszczonej psychicznie osobie, to jednak spora część widząc osobę pijącą, ćpającą i negliżującą się publicznie odtrąciłaby ją dając potwierdzenie odwiecznej zasadzie w krajach angielskojęzycznych „dog eat dog”, co po naszemu jest równoznaczne z powiedzeniem „człowiek człowiekowi wilkiem”. Sprawa Amandy Michelle Todd, daje sygnał do rozpoczęcia rozmowy o ukazywaniu swoich cielesnych zalet w internecie. Wystarczy chwilę poprzeszukiwać profile zwykłych osób na najpopularniejszym facebooku (najczęściej dziewczyn chcących się przypodobać facetom, jednak i wśród mężczyzn nie brakuje półgłówków potrafiących pochwalić się na swoich profilach społecznościowych jedynie zaletami swojego ciała) by dojść do wniosku, że to zaczyna być plaga, nie mówiąc już o video – czatach gdzie ilość pornografii już dawno przekroczyła poziom krytyczny. Takie coś może być również formą łatwego zarobku (najczęściej dla dziewczyn), która ukazując swoje nagie krągłości na prywatnym video – czacie uzyskuje wynagrodzenie pieniężne, doładowanie konta w telefonie, itd. Jeżeli ktoś nie chce pracować, lub nie może znaleźć odpowiedniej pracy, (o co w naszym kraju przy wysokim bezrobociu nietrudno) może pozwolić sobie na zrzucenie ubrań, poświęcenie kilku minut na erotyczny taniec i może to być jego formą zarobku. Jednak warto pamiętać o opamiętaniu się i znajomości granic, gdyż ukazywanie swojej twarzy, szerokie ogłaszanie się w internecie w ramach cyber – striptizu na pewno nie może przynieść nam niczego pozytywnego.

Co gorsza, jeśli wykorzystają błędy takich osób ludzie im nieprzychylni, czekać je może odrzucenie przez znajomych i ogólna pogarda w społeczeństwie. Nietrudno to przewidzieć. Sprawa nastolatki z Kanady to również dobry pretekst do wszczęcia dyskusji na temat propagandy seksu, alkoholu i narkotyków wśród współczesnej młodzieży. Dziewczyna, która popełniła samobójstwo, miała za sobą internetowe i życiowe ekscesy, które są godne niektórych studentów. Warto zaznaczyć, że rozpoczęła je w wieku tylko trzynastu lat, a samobójstwo popełniła w wieku piętnastu. Gdzie byli rodzice i pedagogowie? W porządku, zmiana szkoły świadczyła o ich zainteresowaniu, jednak kilka prób samobójczych miało miejsce. Dlaczego nie zrobili absolutnie wszystkiego, by pomóc córce? A nauczyciele ze szkół? Czy nie wiedzieli o szykanowaniu i nękaniu młodego człowieka? Wątpliwe. Dlaczego nie zareagowali odpowiednio i skutecznie w taki sposób, by uchronić go od męczarni psychicznych ze strony rówieśników? W dzisiejszych czasach nie sposób nie zauważyć demoralizacji młodzieży. Jednak ile jeszcze podobnie głośnych i dramatycznych sytuacji jak ta Amandy musi mieć miejsce, by wreszcie młodzi ludzie nauczyli się świadomości odpowiedzialności za własne czyny i przewidywania ich skutków? Problem w tym, że takich przypadków jest cały czas dużo a tylko czasem sprawa wychodzi na jaw nagłośniona przez media i tylko sporadycznie ludzie wszczynają dyskusję na tak poważne tematy.

 

Kto zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych? Miejsce miała pierwsza debata

W USA dobiegła końca niedawno debata pomiędzy kandydatami na prezydentów Stanów Zjednoczonych a mianowicie pomiędzy Barackiem Obamą a kandydatem republikanów Mittem Romneyem. Według wstępnych sondaży zwycięstwo przypada po tej debacie republikańskiemu kandydatowi. Co prawda żaden z obu polityków nie „zmiażdżył” swojego konkurenta, to jednak komentatorzy twierdzą, że w lepszej formie był Barack Obama. Istotną wiadomością jest fakt, że debata, która odbyła się tylko na piętnaście dni przed wyborami może bardzo znacząco wpłynąć na wyborców, który do tej pory nie zdecydowali, na kogo zagłosują.

Dotychczas wyniki sondaży były bardzo wyrównane. Pierwsza z debat dotyczyła tematu spraw wewnętrznych kraju i wówczas według sondaży prowadził Romney i to jego okrzyknięto najpoważniejszym konkurentem obecnego prezydenta. Z czasem sytuacja zaczęła się zmieniać, ale różnice są bardzo niewielkie. Właśnie dlatego ostatnia z debat prezydenckich miała tak istotne znaczenie. Według sondażu insta poll przygotowanego przez dziennikarzy telewizji CBS, według respondentów pytanych po zakończeniu debaty, zdecydowanym zwycięzcą jest Barack Obama. Jest to stanowisko pięćdziesięciu trzech procent ankietowanych. Za zwycięstwem Romneya jest tylko dwadzieścia trzy procent, natomiast dwadzieścia cztery procent jest zdania, że padł remis. Wyniki swoich badań opublikowała również stacja CNN. Sondaż post poll przygotowany na zlecenie tej telewizji, zwycięzcą jest kandydat partii demokratycznej, lecz nie aż tak bardzo jak wskazywał poprzedni sondaż. Zwycięstwo Baracka Obamy wskazało czterdzieści osiem procent, natomiast czterdzieści procent uznało za zwycięzcę Romneya. Sondaże wskazują jednoznacznie zwycięstwo Obamy. Dlaczego? Gdyż obecny prezydent niejednokrotnie uderzał w przeciwnika wskazując między innymi na jego działania, jako gubernatora Massechusetts. Tak właśnie było również podczas omawiania roli USA na świecie, gdy Obama zapunktował na Romneyu, że ten nie pomógł w swoim stanie tak zwanemu „małemu biznesowi”, a dalej jego plan gospodarczy nie zmniejszy bezrobocia oraz nie doprowadzi do wzrostu gospodarczego.

Oczywiście Republikanin nie pozostał mu dłużny, cały czas wypominając nie zbilansowanie budżetu Stanów Zjednoczonych. Jak powiedział, on to zrobi, gdyż zna się na tym, ponieważ działa w biznesie od dwudziestu pięciu lat i wie, jak walczyć z deficytem budżetowym. W temacie o sprawach zagranicznych, obaj kandydaci poruszyli tematy takie jak sytuacja na Bliskim Wschodzie, w Syrii i w Chinach. Obama zapewniał, że jego najważniejszym zadaniem jest bezpieczeństwo obywateli Amerykańskich, a Romney opowiedział się po stronie ogólnego pokoju na świecie. Mimo, iż rozmowa tych dwóch dżentelmenów miała być o sprawach zagranicznych, to obaj często wtrącali kwestie związane z gospodarką w Ameryce. Właśnie tego typu sprawy odegrały szczególnie ważną rolę w ramach pytań odnośnie polityki wobec Chin.

Jak twierdził Romney, nie wolno się poddać w tej kwestii i pozwolić, by gospodarka amerykańska upadła. Chce on jak sam mówi, dobrych relacji z Chinami, gdyż jest to dla USA bardzo dobry partner, ale nie może być sytuacji, w której Chińczycy kradną miejsca pracy. Podobnie uważa Obama, jednak prezentuje on trochę inne stanowisko w kwestii rozwiązania tej sprawy, mianowicie stosunki z Chinami wywołały gorącą dyskusję na temat motoryzacyjnego przemysłu w Stanach Zjednoczonych, o którego porażkę i upadek jest oskarżany kontrkandydat Baracka Obamy. Republikanin odbijał piłeczkę i mówił, że sam pochodzi z Detroit, a ojciec jego wiele lat pracował w fabryce samochodowej, i absolutnie nie chce upadku tego przemysłu. Szczególnie duże znaczenie miały ostatnie wystąpienia obu kandydatów na prezydenta USA. Obama twierdził, że podczas jego kadencji Stany Zjednoczone zaliczyły wzrost gospodarczy, w stosunku do okresu, jaki zastał, obejmując to stanowisko. Atakując Romneya twierdził, że ten chce powrotu do polityki poprzedniego prezydenta, George’a Busha, gdzie to jego zdaniem panował okres w gospodarce, nietworzący nowych miejsc pracy. Ponadto Obama chce stworzyć najlepszy system edukacji na świecie, pomóc tak zwanemu małemu biznesowi w państwie, lecz nie za oceanem, oraz zainwestować w nowoczesne technologie i innowacje. Dodał również, że Amerykanie po dziesięciu latach wojny musza koniecznie wrócić do kraju i zbudować go od nowa.

Przemawiając bezpośrednio do Amerykanów, zaznaczył, że zawsze będzie słuchał ich głosów i walczył o ich dobro. Za swoje największe dążenie uznał wielkość Ameryki pod każdym względem. W innym tonie wypowiadał się Romney. Jak powiedział, z optymizmem patrzy w przyszłość. Ameryka ma szanse stać się wielkim liderem na świecie i doprowadzić do sytuacji, dzięki której wszyscy Amerykanie będą mogli czuć się bezpiecznie. Podstawową sprawą w tym względzie jest w stopniu szczególnym gospodarka, w której Amerykanie mają do wyboru dwie ścieżki: Romneya i Obamy. Republikanin uznał, że podstawą jest zbilansowanie budżetu państwa i stworzenie nowych miejsc pracy.

Jak podkreśla największy konkurent Obamy, naród Amerykański jest nadzieją całego świata. Uznał, że muszą oni nieść pochodnię wolności, więc potrzebują mocnego przywódcy. Sam uznał siebie za właśnie takiego człowieka i z tego tytułu prosi Amerykanów o głos. Wszyscy razem doprowadzimy do sytuacji, w której Stany Zjednoczone będą nadzieją dla całego świata. Ogólnie rzecz biorąc debatę można ocenić na remis jak twierdzi telewizja BBC. Romney prezentował łagodne stanowisko, jeśli chodzi o sprawę polityki zagranicznej Ameryki, natomiast Obama twardo bronił swoich dokonań, jako prezydenta. Barack był stanowczy, ale również zabawny, czemu dał wyraz na zarzut Romneya, iż siły zbrojne Stanów Zjednoczonych mają mniej okrętów niż miało to miejsce w 1916 roku, odpowiedział, że aktualnie mają również mniej bagnetów i koni. Dziennikarz stacji BBC podkreśla, że za Obamą przemawiało jego pozytywne zachowanie, gdyż nie zachowywał się jak urażony i oburzony prezydent, natomiast w sposób jasny i spokojny przypominał osiągnięcia swojej administracji. Kandydat na stanowiska prezydenta z ramienia Partii Republikańskiej pokazał się ze strony polityka, który ma zamiar, jako prezydent prowadzić pokojową politykę zagraniczną i ostro zwalczał jakiekolwiek sugestie, że spowoduje wpadnięcia USA w nowe konflikty.

Romney wystrzegł się wpadek, a w kwestiach polityki zagranicznej niejednokrotnie zgadzał się ze swoim konkurentem na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie przyniosło mu to jednak chwały, gdyż wytknięto mu, iż krytykuje działania Obamy w zagranicznej polityce, choć w rzeczywistości je popiera. Jednakże optymalne stanowisko Republikanina wykazuje, że pragnie on przekonać swoich wyborców, że mogą darzyć go zaufaniem i bez wyrzutów sumienia powierzyć najwyższy urząd w państwie. Debata poświęcona polityce zagranicznej była zdaniem dziennikarza BBC przygnebiająca pod względem, że polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych ogranicza się wyłącznie do Bliskiego Wschodu. Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, że słowo Izrael padło kilkanaście razy, sprawie Chin poświęcono zaledwie niezbyt długą chwilę a o Unii Europejskiej w ogóle nie wspomniano. Jaki będzie wynik wyborów? Trudno powiedzieć, gdyż obaj kandydaci idą „łeb w łeb” z minimalnym wskazaniem na chwilę obecną na Obamę, jednak są dziennikarze, tacy jak Mariusz Max Kolonko, twierdzący, że to jednak Mitt Romney, republikański kandydat wydrze zwycięstwo faworyzowanemu Barackowi Obamie reprezentującemu Demokratów. Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych odbędą się szóstego listopada.

 

Koniec romskich gett. Rząd rozpoczyna przesiedlenia z budżetu.

Romskie rodziny dzięki pieniądzom z rządowego budżetu zostaną przesiedlone z dotychczasowych osiedli zamkniętych gdzie do tej pory przebywali, do nowych mieszkań w różnych miejscowościach. Nie będą już oni jednak mieszkali wszyscy w pobliżu, jednak zostaną „wkomponowani” w polskie społeczeństwo, gdyż ich nowe miejsca zamieszkania będą miały lokalizację w takich miejscach, gdzie ich sąsiadami będą Polacy. Krótko mówiąc – jest to koniec romskich osiedli w Polsce i pewnego rodzaju sposób na integrację.

Jednak czy nie jest to rzucenie na głęboką wodę biorąc pod uwagę bardzo częste negatywne nastawienie Polaków do Romów? Szczególne wątpliwości i niejednokrotnie oburzenie wzbudza fakt, że jest to czyn finansowany z pieniędzy z naszego budżetu. W naszym kraju żyje mniej więcej trzydzieści tysięcy Romów, a większość z nich osiedlona jest na południu kraju. W czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej władze stworzyły dla nich odrębne, specjalne osiedla. Dla przykładu romskie osiedla znajdywały się w Nowym Sączu i Nowym Targu. Z tytułu zamieszkania w nich jedynie romskich rodzin ciężko jest im dokonać integracji z polskim społeczeństwem.

Niełatwo tam o znalezienie nie mówiąc już o dobrej, ale w ogóle o pracy i problem tkwi również w edukacji. Osiedla Romskie są odstawiane na margines społeczny, jak przyznaje szef Stowarzyszenia Romów w Polsce, Roman Kwiatkowski. Jak podkreśla, należy to zmienić, jednak należy zacząć od wyjścia Romów z getta, aby była możliwość udzielenia im pomocy. Niejedna rodzina romska wyrwała się już z tego typu zamkniętych osiedli, po czym odniosła niejednokrotnie niemały sukces, a co za tym idzie dobrze sobie radzi. Jak dodaje Kwiatkowski, nie ma sensu wydawać kolejnych pieniędzy w romskie getta, a należy dać szansę ludziom w nich zamieszkującym na integrację. Stowarzyszenie Romów w Polsce zaproponowało niedawno Ministerstwu Administracji i Cyfryzacji, do którego przynależne są mniejszości etniczne i narodowe, stworzenie programu mającego na celu przesiedlenie pojedynczych romskich rodzin do innych miejscowości w okolicach romskich osiedli i umieszczenie ich pomiędzy Polaków, tak, by możliwa była integracja. Doszłoby wówczas do sytuacji, że Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji a także urzędy wojewódzkie dawałyby pieniądze gminom, a te wyłącznie w uzasadnionych przypadkach dokonywałyby kupna mieszkania bądź budowania domów dla romskich rodzin, a następnie pomagały znaleźć pracę, dbałyby o edukację i również gwarantowały dobrą opiekę zdrowotną. W małopolskiej gminie Łącko, władze zadeklarowały Romom zamieszkałym w miejscowości o nazwie Maszkowice, pomoc w ramach zakupu mieszkań poza obszarem gminy, w miejscach dokładnie określonych przez samych zainteresowanych. W Maszkowicach zamieszkuje około dwustu Romów i stanowią oni jedną czwartą liczby całkowitej ludności wioski. Ich styl życia, nie da się ukryć, budzi sporą niechęć wśród polskiej większości.

Zamieszkują oni trzydzieści domostw, a większość z nich do złudzenie wyglądem przypomina niechlubne baraki, w których niejedno pokolenie miało okazję wyrosnąć. Jak mówi Janusz Klag, będący wójtem Łącka, bardzo chętnie wieś wystąpi do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji o pomoc w ramach wykupu dla Romów mieszkań w innych, większych miastach. Właśnie w tej oto miejscowości, pierwsze rodziny mogłyby dokonać przeprowadzki już w połowie przyszłego roku. Nie lepsza sytuacja panuje we wsi o nazwie Koszary w gminie Limanowa, gdzie to na bardzo zubożałym osiedlu mieszka niemała liczba Romów w liczbie osiemdziesięciu. Owszem, odbywały się próby zintegrowania z Polakami, ale nie przyniosły one absolutnie żadnych efektów. Koszary nie chciały niestety również zgodzić się na budowę świetlicy specjalnie przeznaczonej dla romskich dzieci, finansowanej z rządowych pieniędzy, gdyż duża większość miejscowych Polaków uznała, że taka inwestycja po prostu Romom się nie należy, jak opowiada Kądziołka, będąca Romką z Koszar. Jej sąsiadka Józefa Bącio deklaruje, że bardzo chętnie poszukaliby oni pracy gdzieś oraz osiedlili się w innym miejscu, ale tylko wtedy byliby skłonni, gdyby była taka możliwość, a takowej na razie nie ma. Krajowy duszpasterz Romów ksiądz Stanisław Opocki, służący od prawie trzydziestu lat w parafii, która obejmuje osiedle Romów w wyżej wymienionej wsi Koszary, ostrzega, by nowy program przesiedleń był prowadzony z należytą ostrożnością. Jeżeli jakaś Romska rodzina trafi w nowe miejsce, to należy wcześniej do jej nowych sąsiadów wysłać kogoś, kto porozmawia z ludnością miejscową, aby w nowym miejscy zamieszkania Romów nie spotkali się oni z niechęcią, agresją, czy rasizmem. Fakt, w Polsce istnieje problem społeczności romskiej. Jednak dawanie im za darmo nowych mieszkań za darmo, tworzenie i znajdywanie za nich nowych miejsc pracy jest w dużej mierze przesadą, w szczególności, gdy finansowane ma to być z budżetu państwa, gdyż mam jak na razie wzrastający procent bezrobocia w całym kraju, a skupić mielibyśmy się na Romach? Jeśli pomagać, to pomóc wszystkim, a nie pomagać mniejszościom narodowym i etnicznym, a rodowitych Polaków problemy zostawić w stanie takim, jakim są. Po drugie, oczywiście, integracja integracją, ale należy zadać podstawowe pytanie, czy Romowie w ogóle sami chcą się integrować z Polakami?

Czy wielu z nich nie liczyłoby na poprawienie warunków zamieszkania, jednak w miejscu takim, w jakim przebywają, wśród „swoich”? Owszem, z całą pewnością skorzystają oni z okazji przeprowadzki darmowej do innego mieszkania, jednak, „jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one”, a jak z niejednego źródła możemy usłyszeć, nie chcą się oni dostosowywać bardzo często do norm społeczeństwa polskiego. Pomoc w edukacji? Jak najbardziej, problem w tym, że bardzo wielu Romów kończy edukację na szkole podstawowej, gdyż często ich środowisko jest bardziej nastawione na zaradność, aniżeli na wyedukowanie. Być może przedstawione myślenie jest w dużej mierze stereotypowe, jednak kolejnym przykładem będzie asymilacja Romów poza osiedlami romskimi. Wielu z nich mieszka wśród Polaków, jednak nie jest z nimi zintegrowana i wcale do tego nie dąży, gdyż najzwyczajniej im nie zależy. Czy nie mamy wobec tego tutaj przejawu trochę wymuszania asymilacji? Dlaczego Romowie będący obywatelami Polski mają być inaczej, często lepiej traktowani przez władze naszego kraju niż inni, obywatele? Zacznijmy od poprawy życia i większej pomocy dla Polaków, dla przykładu osób starszych, bezrobotnych czy niepełnosprawnych, a dopiero później zacznijmy zajmować się mniejszościami, którym często jest dobrze tam, gdzie aktualnie zamieszkują.

Anders Breivik odbywa wyrok w skandalicznie nieludzkich warunkach?

Anders Behring Breivik urodzony trzynastego lutego w 1979 roku w stolicy Norwegii Oslo, będący norweskim terrorystą, który dokonawszy dwóch zamachów dwudziestego drugiego lipca 2011 roku (pierwszą na siedzibę premiera Jensa Stoltenberga, w którym zginęło 8 osób, a następnie na uczestników obozu młodzieżówki socjalistycznej norweskiej Partii Pracy, w którym zginęło sześćdziesiąt dziewięć osób) skazany został wyrokiem na dwadzieścia jeden lat więzienia zgodnie z norweskim prawem, z możliwością bezgranicznego przedłużania wyroku, jeśli będzie on nadal uważany za zagrożenie dla społeczeństwa. Według psychologów wobec jego oświadczenia, w którym uważa się za regenta Norwegii, pana życia i śmierci, a nawet wybrańca, którego zadaniem jest wybawienie Norwegii od islamizacji i najdoskonalszego rycerza od czasów Drugiej Wojny Światowej, posiada on bardzo silne zaburzenia emocjonalne oraz brak empatii. Potwierdza to fakt, że jego wypowiedzi są niespójne i przepełnione neologizmami kategorii ideologicznej.

Podczas procesu stwierdził on, że gdyby wyszedł na wolność, to kontynuowałby zabijanie „zdrajców”. Tyle w ramach przypomnienia, kim jest ten człowiek. Aktualnie przebywa w więzieniu gdzie posiada trzy pomieszczenia, każe po osiem metrów kwadratowych, w których jedno służy za sypialnię (z luksusowym łóżkiem), siłowni ę (z profesjonalnym sprzętem do ćwiczeń) oraz pokój dzienny (bardzo nowocześnie i bogato wyposażony z laptopem) nie wspominając o łazience wyposażonej luksusowo, której pozazdrościłby mu niejeden polski hotel. Morderca z ubiegłego roku napisał do władz kilka dni temu skargę do władz, iż jest on rzekomo więziony w skandalicznych i niehumanitarnych warunkach, a w dodatku w jego opinii „wpisany w system jest codzienny sadyzm”. W swoim dwudziestosiedmio stronnicowym liście Anders skarży się między innymi na dokuczliwy hałas, słabo posługujących się językiem norweskim współwięźniów oraz na konieczność ciągłego rozbierania się. Wedle opinii Breivika tak skandaliczne warunki są niezgodne z międzynarodowymi i norweskimi normami.

Uważa również za fatalne zachowanie strażników, którzy każą mu się rozbierać przy każdej kontroli by sprawdzić, czy nie przemyca nic niedozwolonego. Kolejna uciążliwością dla skazanego jest brak życia towarzyskiego, a także rozrywek w postaci między innymi możliwości grania na komputerze, a także nie przyjazność współwięźniów i zbyt głośne słuchanie przez nich muzyki. Kolejnym przejawem nieludzkiego przetrzymywania skazaniec nazywa konieczność pisania „specjalnym długopisem”, brak możliwości suszenia swojego prania w celi, nakaz golenia się pod nadzorem strażnika, zimna kawa przynoszona mu przez służby więzienne, niewygodne kajdanki boleśnie ocierające się o nadgarstki, brak możliwości otrzymywania i wysyłania listów, fatalne warunki w celi, gdzie to jest ona rzekomo zbyt surowo urządzona i panujące w niej zimno, brak wysokojakościowego do ciała będącego absolutną koniecznością do życia oraz niewystarczającą ilość masła do posmarowania chleba.

Władze postanowiły przywrócić możliwość korzystania z laptopa kilka dni po otrzymaniu przez nich skargi, jednak zaprzeczają, by miała ona wpływ na ich decyzję, a argumentują, że zwrot przenośnego komputera był planowany od dawna. Oto w jak „fatalnych” warunkach jest więziony morderca łącznie siedemdziesięciu siedmiu osób z zeszłego roku. Ciekawe, co by powiedział i na co narzekałby (o ile współwięźniowie by mu na to pozwolili) Anders Breivik gdyby trafił do polskiego więzienia, gdzie to kilku mężczyzn przebywa ze sobą w jednej celi wielkości niewiele większej od jednego z jego pokoi, z łazienką wbudowaną w to pomieszczenie, osłoniętej niejednokrotnie jedynie parawanem z koniecznością robienia sobie samemu posiłków w przeciwieństwie do norweskich norm, nie ma co marzyć o luksusowych łóżkach a należy zadowolić się sytuacją, gdzie nie śpi się u góry na piętrowym łóżku, oraz gdzie często luksusem zamiast laptopów, ładnych mebli i osobistej siłowni jest możliwość wypożyczenia książki z więziennej biblioteki…

Otyłość – mały problem czy poważna choroba?

Statystyki są nieubłagane! Wprawdzie w Polsce problem otyłości wśród dzieci jest o wiele mniejszy niż na przykład w Stanach Zjednoczonych, ale jednak występuje. Już dwuletnie amerykańskie (a czasami nawet polskie) dzieci mają nadwagę, niektóre z nich cierpią również na otyłość. Statystycznie niemalże co trzecie amerykańskie dziecko boryka się z tego typu problemami. Badania na dzieciach zamieszkałych w Gdańsku wykazały, że w Polsce pomimo tego, że sprawa wygląda nieco lepiej, bo dotyczy około piętnastu- dwudziestu procent spośród dzieci z tego miasta, to jednak niestety nie można powiedzieć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Mogłoby się wydawać, że dzieciom w tym wieku można zabronić spożywania na przykład słodyczy lub nakazać więcej ruchu.

Teoretycznie zatem winę za cały problem można byłoby zrzucić na rodziców owych dzieci, którzy nie dopilnowali swoich brzdąców. Takie postąpienie byłoby jednak zupełnie nie w porządku w stosunku do rodziców. Nie zawsze są oni bowiem w stanie zrobić cokolwiek, by uchronić swoją pociechę od problemu nadwagi lub otyłości a już na pewno nie mogą zrobić tego na siłę. Istnieją jednak sposoby, które odpowiedzialni rodzice mogą wykorzystać, by pomóc swojemu dziecku w walce z tego typu problemami. Otóż, od dawien dawna wiadomo, że dzieci uczą się przez zabawę, najlepszą metodą będzie zatem wykorzystanie tej zależności i uczenie dzieci poprzez zabawę zdrowych nawyków żywieniowych.

Badania wykazały, że to matki mają większy wpływ na dziecko, zatem także na to, w jaki sposób się ono odżywia (nie znaczy to jednak, że tatusiowie, jeśli są tylko chętni nie powinni wprowadzać zdrowych nawyków w żywieniu w życie malucha). Już od najmłodszych lat, kiedy kupujemy dziecku zabawki wybrać możemy takie, które nie tylko przysporzą mu wiele radości, ale również przy okazji czegoś nauczą. Edukowanie naszego maleństwa w zakresie zdrowego odżywiania się rozpocząć możemy zatem od kupienia mu zabawek takich jak drewniane warzywa bądź owoce albo różnego rodzaju zabawkowe pomoce kuchenne. To wszystko nie tylko wpłynie na wyobrażenia malca na temat tego, co warto a czego nie warto zjeść, ale również w naturalny sposób wzmocni manualne zdolności brzdąca.

Pomimo tego, że wybierając tego typu zabawki raczej nie powinniśmy obawiać się, że któreś z nich będą dla naszego dziecka mało bezpieczne, to jednak przed zakupieniem konkretnego przedmiotu lepiej byśmy sprawdzili, czy posiada on odpowiedni atest, który rozwieje wszelkie nasze wątpliwości, co do tego, czy zabawka aby na pewno nadaje się dla naszego malucha. Wielu rodziców w tej chwili mogłoby powiedzieć: „kupiłem i co dalej?”. Słusznie! Teraz powinniśmy zastanowić się, co dalej zrobić z tego typu zabawkami, by nie tylko spełnić obowiązek zakupu, ale również wyrobić w dziecku jak najwięcej jakże istotnych nawyków zdrowego odżywiania się. Otóż, możliwości różnych zabaw jest wiele. Możemy na przykład zaproponować dziecku stworzenie własnej warzywnej sałatki (oczywiście przy użyciu drewnianych zabawek oraz zabawkowych przyrządów kuchennych, które dla niego kupiliśmy).

Pamiętajmy by przy okazji uczyć nazw warzyw, które maluch wybiera lub odrzuca przygotowując swój „kuchenny” specjał. Dzięki możliwości połączenia oraz pokrojenia różnego rodzaju warzyw dziecko doskonali swoje umiejętności manualne, w naturalny sposób rozwija swoją koncentrację oraz ćwiczy koordynację ruchową. Bawiąc się ze swoim maluchem drewnianymi warzywami postarajmy się niepostrzeżenie włączyć elementy nauki w cały proces zabawy. Umówmy się z dzieckiem, że teraz będziemy układać drewniane warzywa i owoce według wielkości, później poprośmy malucha, by ułożył je według kolorów. Zabawa warzywami może okazać się również doskonałą okazją do wypytania się malucha, które warzywa lubi najbardziej a które najmniej.

Możemy również wdać się w konwersację czy nie chciałby spróbować warzyw, za którymi nie przepada (chociaż doskonale wiemy, że nigdy ich nie jadł), bo być może okaże się, że już teraz je polubił. W zależności od wieku naszego dziecka możemy urozmaicać rodzaje zabaw. Już trzyletnie dzieci z pewnością zainteresuje zabawa w stragan czy też po prostu sklep warzywniczy. Możemy zachęcić również naszą pociechę do przygotowywania zdrowych- owocowych oraz warzywnych przekąsek na niby dla całej rodziny. Niech maluch zaserwuje każdemu coś w jego guście a zarazem zdrowe i pożywne. Tego typu niepozorne zabawy mogą okazać się wyjątkowo przydatne w przyszłości, kiedy to nasze dziecko stanie przed wyborem: zdrowa żywność, w której skład wchodzą liczne warzywa i owoce kontra niezdrowe jedzenie, do której należą na przykład wysoko słodzone napoje owocowe.

Jak widać już od małego możemy uczyć dziecko, jakie produkty warto włączyć w swoją dietę, by zawsze być zdrowym i silnym. Wystarczy trochę zdrowego rozsądku i kilka dobrych pomysłów. Nie trzeba również inwestować w drogie zabawki, by móc osiągnąć zamierzony przez siebie cel. Pamiętajmy bowiem, że chronienie dziecka przed nadwagą oraz otyłością (a już tym bardziej, jeśli wiemy, że nasz maluch może odziedziczyć po jakimś członku rodziny jakiekolwiek skłonności tego typu) jest nie tylko czymś dobrym, co możemy zrobić dla naszej pociechy, ale wręcz jest dla nas jako kochających i odpowiedzialnych rodziców naszym obowiązkiem. Dbajmy zatem, by nasze dziecko nie tylko nie było narażone na niezdrowe odżywianie poprzez podawanie mu przez rodziców nieodpowiednich produktów spożywczych, ale także by od najmłodszych lat na miarę swoich i naszych możliwości uczyło się zdrowych nawyków w żywieniu. Możemy być bowiem pewni, że takie postępowanie z maluchem (nawet, jeśli efektów nie będzie widać od razu, co jest nie tylko bardzo prawdopodobne, ale wręcz prawie pewne) w końcu zaowocuje, a my będziemy dumni, że zrobiliśmy wszystko, by nasze dziecko jadło nie tylko smacznie, ale przede wszystkim zdrowo.

Prawdy i mity o tym, czego należy unikać podczas ciąży

Być może wielu kobietom będzie wydawało się to wyjątkowo bolesne, jednak prawda jest taka, że podczas ciąży konieczne jest zrezygnowanie z wielu typowo damskich przyzwyczajeń. Po pierwsze- buty! Kobiety przyzwyczajone do niskiego obuwia nie będą miały problemu podczas ciąży, nie będą musiały bowiem zmieniać swoich ulubionych butów. Większy problem będą miały natomiast z pewnością panie, które nie wyobrażają sobie życia bez szpilek. Wysoki obcas znajduje się bowiem na liście tak zwanych zakazanych przedmiotów wszystkich pań w ciąży. Specjaliści wyraźnie wskazują na fakt, iż buty na wysokim obcasie obciążają kręgosłup a także przyczyniają się do zmiany środka równowagi kobiety.

Podobnie jak w przypadku butów sprawa wygląda z ubraniami. Nie każdy ciuszek nadaje się do założenia podczas ciąży. Niektóre ubrania powodują niebezpieczne dla ciężarnych kobiet uciski przede wszystkim na brzuch i jego okolice, inne natomiast są wykonane ze sztucznych materiałów, które nie sprzyjają dobremu samopoczuciu przyszłej mamy. Bez względu jednak na wszelkie zalecenia specjalistów, pamiętajmy o tym, że dbająca o siebie kobieta zawsze i wszędzie, a już na pewno w takim pięknym stanie, jakim jest ciąża, będzie chciała wyglądać atrakcyjnie. Biorąc zatem pod uwagę swój odmienny stan, nie powinna zaprzestawać dbania o swój atrakcyjny wygląd.

Nie tylko z pewnego ubioru, kobieta, która zajdzie w ciążę, będzie zmuszona zrezygnować, pani spodziewająca się dziecka odłożyć na bok powinna również używki takie jak papierosy oraz najgroźniejszy dla płodu alkohol. Dym tytoniowy zawierający substancje chemiczne wyjątkowo negatywnie wpływa na rozwój maleńkiego organizmu naszej jeszcze nie narodzonej pociechy. To właśnie palenie papierosów przez ciężarną kobietę może być przyczyną niedotlenienia mózgu malca, niskiej masy pourodzeniowej a także licznych wad wrodzonych. Najgroźniejszym skutkiem spożywania alkoholu przez przyszłą mamę jest alkoholowy zespół płodowy.

Przekonanie, że odrobina alkoholu nie jest w stanie zagrozić naszemu nienarodzonemu dziecku jest oczywiście błędne. Musimy bowiem pamiętać, że nawet kieliszek wina czy też szklanka piwa może spowodować wyjątkowo przykre w swoich objawach FAS. Alkoholowy zespół płodowy objawiać może się między innymi w: obniżeniu ilorazu inteligencji, znacznych zaburzeniach wzrostu czy też chorobach serca. Bez względu na to, jaki tryb życia prowadziłyśmy przed zajściem w ciążę, czy wykonywałyśmy pracę fizyczną czy też nie, spodziewając się przyjścia na świat dziecka, pamiętać musimy o tym, by unikać przenoszenia ciężkich przedmiotów. Nie powinniśmy przede wszystkim w tym przypadku mylić dźwigania z aktywnym trybem życia, co niestety coraz częściej zdarza się kobietom, które ze względów finansowych nie rezygnują z ciężkiej pracy podczas ciąży.

Pamiętajmy, że specjaliści jednogłośnie wskazują na to, że zbyt duży wysiłek fizyczny może nieść ze sobą poważne konsekwencje, jeśli chodzi o zdrowie naszego malca. Podczas zbyt dużego wysiłku fizycznego pojawić się mogą takie objawy jak: nasilone bóle stawów oraz kręgosłupa czy też trudności w poruszaniu się. W najgorszych przypadkach dojść może nawet do krwawień lub poronień. Kolejną rzeczą, której należy unikać podczas ciąży (a której bardzo często trudno jest się nam pozbyć), jest stres. Zbyt duże napięcie nerwowe nie służy z pewnością nienarodzonemu maleństwu. Nadmierny stres powodujący niebezpieczne zwiększenie tempa przepływu krwi, spadek żelaza w organizmie matki, w najgorszym przypadku może spowodować nawet utratę ciąży.

Nawet jeśli nie dojdzie do poronienia, zbyt duży stres może bardzo negatywnie wpłynąć na rozwój narządów ruchu lub mózgu malca powodując liczne zaburzenia tych obszarów małego organizmu. Jak widać ciąża to czas, gdy zarówno dla swojego zdrowia jak i dla zdrowia dziecka zrezygnować należy z wielu rzeczy, bez których, mogłoby się wydawać, nie potrafilibyśmy żyć.

Problemy z seksem – problemami poważnymi

Kiedy coraz częstsza wymówka „boli mnie głowa”, „dziś nie mam ochoty” przestaje nas drażnić, a zaczyna poważnie martwić, stawiamy sobie pytanie, w czym tak naprawdę leży problem i w jaki sposób go rozwiązać, by zarówno nie zniszczyć związku jak i nie skrzywdzić drugiej osoby. Mogłoby się wydawać, że na świecie nie istnieje nic piękniejszego, niż udany seks (przyczyniający się do wydzielania hormonów szczęścia, pomagający spalić zbędne kilogramy, poprawiający jakość snu i ogólnie dobrze wpływający na nasze zdrowie) między dwojgiem kochających się ludzi. Co zatem staje na przeszkodzie? Dlaczego tak wiele osób boryka się z trudnościami i problemami seksualnymi?

Wbrew pozorom i panującym, szczególnie wśród mężczyzn, stereotypom, nie tylko kobiety mają problemy seksualne. Statystyki są nieubłagane, wyraźnie wskazują, że około trzydzieści jeden procent panów boryka się z problemami w jakikolwiek sposób związanymi ze współżyciem seksualnym. Może wydawać się to dość dziwne a dla niektórych nawet śmieszne, jednak większość kłopotów seksualnych, szczególnie u pań, wynika ze zmęczenia. Wielokrotnie za sprawą właśnie tego czynnika kobiety nie są w stanie swoimi chęciami do współżycia dorównać potrzebom partnera. Często, bo aż w przypadku siedmiu procent kobiet uprawiających seks ze swoimi partnerami problem dotyczy możliwości osiągnięcia orgazmu. W celu sprawdzenia jak Polki oraz Polacy odnoszą się do stosunków seksualnych przeprowadzono badania.

Ich wyniki wyraźnie wskazały, że duża ilość Polaków odwleka lub unika współżycia ze względu na rodzące się w ich umysłach liczne obawy. Nie są to wyłącznie obawy związane z niechcianą ciążą (chociaż badania wykazały, że jest to jeden z głównych powodów), ale również obawy przed zmęczeniem. Otóż, zmęczenia wynikającego z odbywania stosunków seksualnych, obawia się aż trzydzieści dwa procent statystycznych kobiet oraz około dziewiętnaście procent statystycznych mężczyzn. Badania dość wyraźnie ukazały dziwną zależność, otóż specjaliści po ich przeprowadzeniu wysnuli jeden podstawowy wniosek. Otóż, wręcz ogromna większość osób poddanych badaniom nie posiada trudności z związanych z życiem seksualnym, które wychodzą od nich samych, mają źródło w ich organizmie, który wyraźnie broni się przed współżyciem. Skąd zatem jakiekolwiek problemy? Odpowiedź jest dosyć prosta.

Eksperci przypominają bowiem, że przecież w seksie uczestniczą dwie osoby, które nawet, jeśli bardzo się kochają mogą mieć nieco różne wyobrażenia o stosunku seksualnym. Oprócz subiektywnych nastawień związanych na przykład z zupełnie odmienną rolą seksu w życiu partnerów (kobieta pragnie macierzyństwa, mężczyzna jedynie spełnienia seksualnego bez późniejszych konsekwencji lub jeden z partnerów traktuje seks jako przygodę, drugi natomiast jako sposób wyznania miłości itd.) różnić mogą się również poziomy popędu seksualnego. W przypadku takich sytuacji seksuolodzy dają jedną może dwie podstawowe rady. Otóż, warto nie tylko czynić, ale również rozmawiać, poza tym należy pamiętać, że owszem seks jest sposobem na okazanie uczuć, ale nie jedynym, dlatego nie tylko w łóżku, ale również w innych codziennych sytuacjach dwoje kochających się ludzi powinno okazywać sobie miłość, w ten sposób najłatwiej jest poradzić sobie z jakimikolwiek barierami i różnicami, które dzielą nas podczas współżycia seksualnego.

Jednym z czynników, które negatywnie wpływają na stosunki partnerów w łóżku jest obniżony popęd. Ten czynnik tyczy się głównie kobiet, na których jak znów wskazują statystyki w dzisiejszych czasach nadal spoczywa więcej obowiązków domowych. Zmęczenie wynikające z zajmowania się dziećmi, domem oraz pracą sprawia, że kobiety nie tylko nie mają ochoty na seks, ale również, że obawiają się jeszcze większego zmęczenia. To właśnie panie częściej niż panowie obawiają się także niechcianej ciąży, co podczas stosunku (jeśli już do niego dojdzie) może objawiać się jako zmniejszony popęd do wielu czynności seksualnych. Partnerzy swoich zmęczonych i pełnych obaw kobiet mogą oczywiście poczynić kroki ku temu, by zdjąć nieco ciężar jakichkolwiek zmartwień swojej partnerki związanych ze współżyciem.

Jednym ze sposobów jest wzięcie na siebie przez partnera całości lub chociażby części ciężaru (bądź co bądź) ogromnej odpowiedzialności za antykoncepcję. Nie same kobiety posiadają jednak pewne zahamowania jeśli chodzi o współżycie seksualne. Pewne trudności mają również mężczyźni. W ich przypadku problem dotyczy zazwyczaj obaw przed nie sprawdzeniem się w roli dobrego kochanka. Statystyki w tym przypadku pokazują, że aż dwanaście procent mężczyzn ma tego typu obawy, podczas gdy kobiet zaledwie siedem procent. Kobiety natomiast bardziej obawiają się, że ich ciało zostanie odebrane przez mężczyznę jako nieatrakcyjne. Specjaliści w tym przypadku wyraźnie wskazują na to, że obawy przed nieatrakcyjnością wynikają głównie z propagowanego przez media fizycznego ideału.

Czym jesteśmy starsi tym obawy związane z nieatrakcyjnością fizyczną (w przypadku kobiet) i niesprawdzalnością w sprawach łóżkowych (w przypadku mężczyzn) nasilają się. Nie jest to jednak problem nie do rozwiązania. Pamiętajmy bowiem, że miłość może pokonać dosłownie wszystko. Jeśli zatem czujemy się kochani/ kochane to z pewnością będziemy czuć się również bardziej atrakcyjni/ atrakcyjne. Zwróćmy uwagę również na fakt, że jeśli tak zwana druga połowa deklaruje miłość w stosunku do nas to z pewnością nie będzie miała absolutnie żadnych zastrzeżeń, co do naszej atrakcyjności i nie tylko zaakceptuje zmiany, które zachodzą w naszym ciele wraz ze starzeniem się, ale uzna je za naturalne. Nawet jeśli będziemy mieli jakiekolwiek trudności czy też obawy, kochająca nas osoba na pewno pomoże nam się z nimi bardzo szybko uporać. Dzięki temu współżycie seksualne będzie nie tylko możliwe, ale również okaże się tak przyjemne, że aż niezbędne dla naszego szczęśliwego życia.

Miliony danych – bark nośników

Spora ilość informacji, jakie napływają do nas w postaci elektronicznej jest tak zatrważająca, że powoli ludzkość zastanawia się, na jakich nośnikach będziemy przechowywać tak duże zasoby informacji. Znana firma Hitachi nadała pomysł, że będziemy je zapisywać na szkle, inne firmy twierdzą, że dobrym miejscem na przechowywanie danych jest DNA. Ze względu na spory wzrost obecnej produkcji, coraz to nowszych informacji. Oczywiście niewliczane są do tego, żadne z komentarzy między innymi na Facebooku lub nasze osobiste zdjęcia. Czytaj dalej Miliony danych – bark nośników

Polski delfin – morświn

Od niedawna naukowcy zainteresowali się już powoli znikającym z Morza Bałtyckiego morświnem. Ich zainteresowanie ma na celu zwiększenie ilości tego morskiego stworzenia w Polskim morzu. Ostatnimi czasy aby je lepiej poznać badacze stosują na nich podsłuchy. Pierwsze pytanie jakie większość społeczeństwa sobie zadaje jest jak w ogóle wygląda to morskie stworzenie. Większość Polaków na to pytanie odpowiada, że wyglądem jest zbliżony do foki lub do małej wielkości wieloryba. Czytaj dalej Polski delfin – morświn

Najnowsze technologie a zdrowie

Według Brytyjskiego Stowarzyszenia Fizjoterapeutów, nadmierne korzystanie z takich nowości technicznych jak smartfony, laptopy czy tablety, może w znacznym stopniu pogorszyć nasze zdrowie. Wyniki badań przeprowadzonych przez Chartered Society of Physiotherapy, związanych z korzystaniem przez ludzi z nowinek technologicznych tuż po pracy, zarówno w czasie drogi powrotnej, jak już w mieszkaniu, mają one duży wpływ na naszą postawę w wyniku tego odczuwamy częste bóle pleców jak i szyi. Czytaj dalej Najnowsze technologie a zdrowie